Share Week 2016 – blogerzy blogerom

O akcji Share Week organizowanej przez Andrzeja Tucholskiego dowiedziałam się w tym tygodniu zaglądając na blogi koleżanek i kolegów z grupy Językowo-Kulturowi, którzy jeden po drugim zaczęli dzielić się swoimi ulubionymi blogami. Jakież było moje zdziwienie dowiadując się, że akcja Share Week organizowana jest już piąty rok z rzędu, a dla wielu to swoiste blogowe święto pełne ciepłej energii i pozytywnych fluidów. Właśnie na początku wiosny blogerzy przesyłają sobie elektroniczny uśmiech dając znać innym blogom oraz swoim czytelnikom co takiego czytają w sieci. Akcja polega na poleceniu innych blogerów, bardzo mi się podoba i nie mogłam jej przegapić i mimo, iż o jej regulaminie przeczytałam godzinkę temu postanowiłam wziąć udział niezwłocznie (akcja trwa do jutra aaaaaaa!!)

Jedyną moją bolączką jest to, że należy wybrać tylko 3 blogi (tak, to jest ból, tylko 3!) i wpisać je do formularza dostępnego tu.

Najczęściej oczywiście zaglądam na blogi językowe, kulturowe, nauczycielskie i dla lektorów. Godne polecenia są chociażby blogi zrzeszone w naszej grupie „Blogi Językowe i Kulturowe” ale jest ich oczywiście coraz więcej i co chwile powstają nowe. Jestem częstą bywalczynią blogów dotyczących angielskiego i niemieckiego i nie potrafiłabym wskazać tylko trzech.

Postanowiłam podzielić się zatem tymi, które czytam równie często, ale nie są to blogi językowe:

Euceryna

EUCERYNA – jest to blog Pauliny, magistra farmacji, która pisze jak się domyślacie o lekach. Przyznaję, że Eucerynę czytam dokładnie odkąd jestem mamą. Paulina pisze pod pseudonimem, bo jak przyznaje jako farmaceuta nie może reklamować leków, suplementów ani kosmetyków, a przecież to właśnie chce robić, uświadamiać ludzi co jest w danych lekach, co jest chwytem marketingowym a co nie. Dzięki niej wiem już o co dopytać w aptece i na co zwrócić uwagę przy lekach dla dzieci. Poza poradami farmaceutycznymi Euceryna motywuje do aktywnego stylu życia i zdrowego jedzenia.

Sroka o

Kolejnym blogiem, którego czytam to SROKA O – chemia życia codziennego. Jak sama autorka pisze „to blog ni to parentingowy, ni to kosmetyczny, ni to lajfstajlowy – zresztą czy definicja jest konieczna.” Rzeczywiście trudno jednym słowem zdefiniować blog SROKA O, ale jedno jest pewne wpisy autorki bardzo często otwierają mi oczy. Autorka ma wykształcenie chemiczne i skrupulatnie analizuje skład kosmetyków, środków czyszczących lub przestrzega przed szkodliwymi substancjami. Pamiętam jak dziś, że jej bloga odkryłam przez wpis o kremach typu BB, którymi się regularnie smaruję. Robiłam to także w ciąży i to wtedy odkryłam jej bloga i nogi się pode mną ugięły jak przeczytałam post „BB krem nie dla kobiet w ciąży i matek karmiących piersią”  Z zapartym tchem przeczytałam dział „analizy” (koniecznie zajrzyjcie), „składniki szkodliwe” oraz „Taki Trik” i moje zakupowe wybory całkowicie się zmieniły. Sroko jestem wdzięczna! Odmieniłaś moje życie! Odskocznią od merytorycznych, pełnych chemicznych nazw tekstów są działy w których autorka poleca książki i zabawki, pomysły na DIY oraz inspiruje kulinarnie. Ja jednak zdecydowanie zaglądam na SROKĘ ze względu na chemiczne analizy i merytoryczne opinie okiem chemika.

Klaudyna Hebda

Blogiem numer 3 jest blog KLAUDYNY HEBDY. Jest to nieszablonowy blog o zdrowym stylu życia, naturalnych kosmetykach, ziołach, tradycyjnych technikach przygotowywania żywności. Jak pisze autorka  znajdziecie tu „sprawdzone informacje podparte szczyptą tradycji oraz szczyptą nauki”. Bloga odkryłam, gdy szukałam informacji o pewnych ziołach.
Jeszcze nie wiecie, ale interesuję się historią roślin, tym jak wpłynęły na losy świata. Ciekawi mnie co jedli nasi przodkowie, o jakich bulwach, roślinach, ziołach zapomnieliśmy i już ich nie wykorzystujemy, co do jedzenia można znaleźć na łące i które rośliny są trujące. Przypomina mi się pewna sytuacja jak w ciąży już ze sporym brzuszkiem przyszła do mnie do pracy paczka z książkami. Koleżanka i kolega mówią „pokaż co kupiłaś”, otwieramy paczkę a tam „Trucizną mnie uwodzisz” (to zwykła powieść), , „Zbrodnie roślin. Chwast, który zabił matkę Abrahama Lincolna i inne botaniczne okropieństwa” ,„Historia trucizny. Od cykuty do polonu”, „Ziarna bogactwa, pięć roślin, dzięki którym powstały fortuny”. Znajomi spojrzeli po sobie, potem na mój brzuch, znów po sobie, minuta ciszy i pytanie „Czy ktoś się ma czegoś bać?” 😉

Wracając do Klaudyny wchodzę na jej bloga i marzę, o własnym ogródku, o zielonej przestrzeni i o zdrowym jedzeniu. Jak mogliście już na moim blogu przeczytać za rok, dwa wracam na swoje ukochane Podlasie, gdzie mam nadzieję założyć ogródek (nie umiem, wiedza o roślinach jest czysto teoretyczna), żyć wolniej i jeść zdrowiej, a na razie szukam inspiracji na blogu Klaudyny.

I jak Wam się podobają moje propozycje? Koniecznie zajrzyjcie, albo podrzućcie mi coś ciekawego