Książka w podróży i czy tłumaczenie może być lepsze od oryginału?


Wyjawiłam Wam, że dopiero co wróciłam z wakacji. Wspomniałam, że były to bucket and spade holiday czyli po prostu tzw. ‘plażing’. Jak to nad morzem, prócz pływania, opalania i budowania zamków z piasku, na plaży czyta się też książki.
Kiedyś czytałam ich mnóstwo, teraz trochę mniej, ale jest to nadal moja najbardziej ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Bardzo lubię reportaże i książki podróżnicze a podczas wakacji czytuję książki, które zaliczam do kategorii ‘babskich’, choć nie muszą być o miłości (jakie, o tym później).
Postanowiłam podzielić się tym co czytam i dołączyć do akcji „Książka w podróży”http://ksiazkawpodrozy.com/ . Polega ona na zostawianiu specjalnie oznaczonych egzemplarzy książek w hostelach, hotelach, guesthouse’ach itp. lub kawiarniach na całym świecie. Jest to akcja promująca czytanie w języku polskim. W książce zostawiamy namiary na siebie i zaproszenie do napisania do nas maila– w ten sposób możemy śledzić dalsze losy naszej książki. Jestem ciekawa czy ktoś się odezwie.
Zostawiłam następujące książki
Jan Brzechwa „Pchła Szachrajka” oraz Anna i Krzysztof Kobusowie „Smoki i smoczki. Z dziećmi przez Azję”
Jeśli znajdziesz którąś z nich to napisz do mnie, albo zostaw komentarz.
Jak Wam się podoba ta akcja?

Jakie książki zabieracie na wakacje? Czy coś z babskiej literatury? No właśnie co jest babską literaturą? Czy tylko książki o miłości, rozstaniach, lekkie z mnóstwem dialogów. Ja np. lubię książki przedstawiające np. dzieje jakiejś rodziny na przełomie jakiś historycznych wydarzeń. Książki takie są zazwyczaj fikcją literacką, ale zachowują pewne historyczne realia. Może to nie do końca babskie książki, ale nie koniecznie poleciłabym je Panom.
A czemu o tym piszę? A no temu, że właśnie na tej plaży skończyłam czytać książkę z mojej babskiej kategorii, która była na tyle ciekawa, że po przeczytaniu jej jakiś czas temu po polsku, postanowiłam ją przeczytać jeszcze raz – tym razem po angielsku. I wiecie co? Wersja angielskojęzyczna owszem dobra, bo historia ciekawa, ale to co zachwyciło mnie w wersji polskiej, jakoś umyka w angielskiej. Swoista płynność, lekkość, dobór słów i humor. Polska wersja to sukces tłumacza – pani Ewy Ledóchowicz.
Książka o której mówię to „Botanika duszy” Elizabeth Gilbert, dom wydawniczy Rebis 2014, tytuł oryginału to „The Signature of All Things”. Tak, tak jest to książka autorki, nie wiem czemu tak okrzyczanego, „Jedz, módl się, kochaj”. Ręczę, że ta jest dużo lepsza. Opinie o książce i recenzje możecie spokojnie znaleźć w necie. To nie blog o książkach więc przywołam tylko oficjalny opis ze strony autorki (przy okazjii trochę słownictwa które możecie wykorzystać w recenzjach książkek na egzaminach Cambridge, więcej tu):

Elizabeth Gilbert’s first novel in twelve years is an extraordinary story of botany, exploration and desire, spanning across much of the 19th century. The novel follows the fortunes of the brilliant Alma Whittaker (daughter of a bold and charismatic botanical explorer) as she comes into her own within the world of plants and science. As Alma’s careful studies of moss take her deeper into the mysteries of evolution, the man she loves draws her in the opposite direction—into the realm of the spiritual, the divine and the magical. Alma is a clear-minded scientist; Ambrose is a Utopian artist. But what unites this couple is a shared passion for knowing—a desperate need to understand the workings of this world, and the mechanism behind of all life.

The Signature of All Things is a big novel, about a big century. Exquisitely researched and told at a galloping pace, this story novel soars across the globe—from London, to Peru, to Philadelphia, to Tahiti, to Amsterdam and beyond. It is written in the bold, questing spirit of that singular time. Alma Whittaker is a witness to history, as well as maker of history herself. She stands on the cusp of the modern, with one foot still in the Enlightened Age, and she is certain to be loved by readers across the world.
Żródło: http://www.elizabethgilbert.com/books/the-signature-of-all-things/

Jak wspomniałam, książka moim zdaniem jest jeszcze lepsza dzięki polskiemu tłumaczowi. Moja polska ma zaznaczone wiele fragmentów, które mi się wyjątkowo podobały pod względem językowym, że chciałam zobaczyć jak to było w oryginale. Wygląda tak:
WP_20150712_18_55_14_Pro
Bardzo chciałabym Wam pokazać te smaczki językowe, którymi popisała się pani tłumacz, ale niestety nie mogę kopiować bez zgody. Zacytuję więc tylko krótki fragment by nie przedobrzyć. Cały pierwszy rozdział w wersji angielskiej jest oficjalnie dostępny np. tu. Niestety polska wersja nie jest, dlatego zacytuję tylko fragmenty tego co bym chciała.
Nie są to najlepsze fragmenty, ale i tak możecie spróbować docenić panią tłumacz, która tłumaczy takie tomisko (ok 600 str.), ile pracy w to włożyła, a musicie wiedzieć, że tłumaczenie literackie jest najsłabiej płatną działką w zakresie tłumaczeń.
Możecie też wykorzystać te fragmenty do zastanowienia się jak wy byście to przetłumaczyli (bo ja na pewno kulawo i nieskładnie, mimo skończonej lingwistyki często mam problem właśnie z językiem polskim). Miłego czytania i doceniania tłumacza. Czy Wam też się podoba? Czy macie jakieś przemyślenia odnośnie pracy tłumacza?
Przy okazji pytanie np. do blogerek językowych czy porównywałyście kiedyś w ten sposób książki?
I pytanie do wszystkich: czy zwracacie uwagę na to kto tłumaczył książkę?
Czy zdarza się Wam wybrać książkę ze względu na tłumacza?

Fragment:

PROLOGUE
Alma Whittaker, born with the century, slid into our world on the fifth of January, 1800.
Swiftly—nearly immediately—opinions began to form around her.
Alma’s mother, upon viewing the infant for the first time, felt quite satisfied with the outcome. Beatrix Whittaker had suffered poor luck thus far generating an heir. Her first three attempts at conception had vanished in sad rivulets before they’d ever quickened. Her most recent attempt—a perfectly formed son—had come right to the brink of life, but had then changed his mind about it on the very morning he was meant to be born, and arrived already departed. After such losses, any child who survives is a satisfactory child.’
Alma Whittaker, narodzona wraz z nowym stuleciem, wślizgnęła się na świat piątego stycznia 1800 roku.
Szybko – nieomal natychmiast – zaczęły się ustalać na jej temat zróżnicowane opinie.

Matka Almy, spojrzawszy po raz pierwszy na noworodka, poczuła zdecydowaną satysfakcję z oględzin. Beatrix Whittaker nie dopisywało dotychczas szczęście w produkowaniu następcy.
Pierwsze trzy próby poczęcia spłynęły smutnymi strużkami, zanim zdążyły dać jakąkolwiek oznakę życia w łonie. Bohater ostatniej – doskonale ukształtowany syn – dotarł na sam próg istnienia, ale zmienił zdanie o poranku, kiedy miał zostać powity, i przybył jako już odeszły. Po takich stratach każde dziecko, które przeżyje, jest zadowalającym potomkiem.”

‘Holding her robust infant, Beatrix murmured a prayer in her native Dutch. She prayed that her daughter would grow up to be healthy and sensible and intelligent, and would never form associations with overly powdered girls, or laugh at vulgar stories, or sit at gaming tables with careless men, or read French novels, or behave in a manner suited only to a savage Indian, or in any way whatsoever become the worst sort of discredit to a good family; namely, that she not grow up to be een onnozel, a simpleton. Thus concluded her blessing—or what constitutes a blessing, from so austere a woman as Beatrix Whittaker.’
“Trzymając w ramionach swe krzepkie niemowlę, Beatrix mruczała modlitwy w ojczystym języku niderlandzkim. Modliła się, by córka wyrosła na osobę zdrową, wrażliwą i inteligentną i by nie kojarzono jej nigdy z nadmiernie upudrowanymi dziewczynami, by nie śmiała się głośno ze sprośnych historii ani nie przesiadywała przy stolikach karcianych z hulakami, by nie czytała francuskich powieści ani nie przejawiała manier charakteryzujących wyłącznie dzikich Indian oraz by w jakikolwiek sposób nie stała się kompromitacją dla szanującej się rodziny; jednym słowem, by nie została een onnozelaar, prostaczką. Tym zamknęło się błogosławieństwo – czy to, co miało stanowić błogosławieństwo w ustach poważnej niewiasty, jaką była Beatrix Whittaker.”

‘The midwife, a German-born local woman, was of the opinion that this had been a decent birth in a decent house, and thus Alma Whittaker was a decent baby. The bedroom had been warm, soup and beer had been freely offered, and the mother had been stalwart—just as one would expect from the Dutch. Moreover, the midwife knew that she would be paid, and paid handsomely. Any baby who brings money is an acceptable baby. Therefore, the midwife offered a blessing to Alma as well, although without excessive passion.’
“Położna, miejscowa Niemka, uważała, że był to porządny poród w porządnym domu i w związku z tym Alma Whittaker jest porządnym noworodkiem. Sypialnia została dobrze ogrzana, zupa oraz piwo szczodrze rozdzielone, a matka dała przy porodzie pokaz tężyzny – takiej właśnie, jaka powinna cechować Holenderkę. Co więcej, położna wiedziała, że jej zapłacą, i to sowicie. Każdy noworodek, który przynosi pieniądze, jest zadowalającym noworodkiem. W związku z tym położna też pobłogosławiła Almę, choć bez szczególnego zaangażowania.”

(…)

‘As for Alma’s father—Henry Whittaker, the gentleman of the estate—he was pleased with his child. Most pleased. He did not mind that the infant was not a boy, nor that it was not pretty. He did not bless Alma, but only because he was not the blessing type. (“God’s business is none of my business,” he frequently said.) Without reservation, though, Henry admired his child. Then again, he had made his child, and Henry Whittaker’s tendency in life was to admire without reservation everything he made.’
“Jeśli zaś chodzi o ojca Almy – Henry’ego Whittakera, pana na włościach – rad był z dziecięcia. I to jak najbardziej rad. Nie przeszkadzało mu, że noworodek nie jest chłopcem i że nie jest piękny. Nie pobłogosławił Almy, ale tylko dlatego, że w ogóle nie miał w zwyczaju błogosławić. („Boże
sprawy to nie moje sprawy”, zwykł mawiać). Henry podziwiał swoje dziecko bez zastrzeżeń. Wszak to on je uczynił, a życiową postawą Henry’ego Whittakera było podziwiać bez zastrzeżeń wszystkie własne dzieła.”
(Cały pierwszy rozdział książki po angielsku można przeczytać tutaj http://www.usatoday.com/story/life/2013/05/22/signature-of-all-things-excerpt-elizabeth-gilbert/2352823/)

To oczywiście tylko krótki fragment. Chciałam tylko zasygnalizować, że tłumaczenie może być czasem lepsze od oryginału i jestem ciekawa co wy sądzicie na ten temat i czy macie podobne odczucia co do jakiś książek?